Troche prywaty - o początkach fotografii i Budapeszcie

Są czasami takie dni kiedy mamy ochotę uciec na konieć świata. Zaszyć się w miejscu w którym nikt nas nie zna, a czasami nawet z dala od ludzi. I tak się w życiu zdarza. Często uciekamy od znajomych, rodziny, znienawidzonej pracy czy od problemów.
Zdarza się to i mnie. W sumie "dzięki" takiej sytuacji parę ładnych lat temu uciekłam w fotografię. Straciłam bliską osobę. Straciłam grunt pod nogami. Nie ogarniałam świata. Ludzie byli złem koniecznym. Świat był zły.
Wakacja.. pierwszy aparat.. słuchawki na uszy.. i długie spacery. Na dzikie plarze, po lesie.. Wszędzie żeby tylko uciec od rodziców, turystów i reszty świata. I wiecie co?
Wtedy się zakochałam w aparacie. Pierwszy aparat od rodziców. Stary kompakt. Aparat na wakacje i inne wycieczki. Nikon coolpix <3
Mimo że fotografuje głównie ludzi nadal kocham wycieczki z których przywożę setki zdjęć. Puste uliczki, zachody słońca w których jestem zakochana po same uszy, poranna mgła, miasto nocą (je też kocham po same uszy;-) ) piękne stare mosty i inne urokliwe rzeczy których nie widzę na codzień.
I w tym miejscu pojawiają się dwa miasta (poza Krakowem) które kocham całym sercem i mam do nich sentyment. Wrocław (ale o krasnalach innym razem) i...

BUDAPESZT
piękne miasto które poznałam dawno temu.. a pare lat później odwiedziałam regularnie
i spacerowaliśmy we dwoje..
ojj.. dużo spacerowaliśmy..
ale czasami trzeba było usiąść, odpocząć i nabrać sił na dalszy spacer..
i podziwialiśmy Parlamet o każdej porze i w każdą pogodą.. 
i chodziliśmy tam gdzie nie wolno aby uchwicić chwile na fotografii..
i słuchaliśmy grającej fontanny..
piliśmy wino nocą rozmawiając długimi godzinami.. 
i znów spacerowaliśmy od rana..
..do nocy..
i znów od rana długie spacery..
pokonywanie setek schodów..
by wyjść na Baszte Rybacką..
(nawet nie wiece jak ciężko wdrapać się tam w 5 miesiącu ciąży;D)
i widok wracając z miasta nocą..

























CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Back
to top